|
 Świeże brzmienie muzyki elektronicznej połączone z niebanalnym sposobem śpiewania, charyzma, urokliwa naturalność i burza loków - oto cała Ramona Rey.
Z jedną z najbardziej oryginalnych postaci współczesnej sceny muzycznej w Polsce rozmawia Anna Barauskas-Makowska.
Ramona Rey to tak naprawdę Katarzyna Alina Okońska. Pseudonim jest pomysłem Twoim czy Twojego managera? Ten pseudonim wymyślił ktoś bardzo mi bliski. Myślisz, ze Ramona jest w stanie osiągnąć więcej niż Kasia? Myślę, że tyle samo, lecz póki co, jestem jedyną Ramoną, a Kasią byłabym jedną z wielu.
Zanim jednak narodziła się panna Rey, wcześniej na północy Polski, w nadmorskim miasteczku mieszkała i uczyła się córka Państwa Okońskich. Opowiedz nieco o tamtym okresie. Byłam wrażliwą dziewczynką z ogromną wyobraźnią. Nie lubiłam przedszkola i wciąż tęskniłam za moim tatą, który wypływał w morze na półroczne rejsy. W mojej rodzinie - bliższej i dalszej - nie było artystów, ale ja odkąd pamiętam fascynowałam się tańcem, sceną, muzyką, grą aktorską i malowaniem. Miałam duże wsparcie w mamie, która doskonale mnie czuła i wspierała. Gdy skończyłam 12 lat, śpiewanie stało się dla mnie najważniejsze. Szkoła zawsze była na drugim miejscu, ale nie zaniedbywałam jej chyba głównie dlatego, by nikt nigdy nie zarzucił mi, że nie daję rady godzić ze sobą tych dwóch rzeczy. Ze względu na miejsce, z którego pochodzę, w pewnym okresie bardzo zaangażowałam się w kulturę żeglarską. Wygrywałam główne nagrody w ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach piosenki żeglarskiej. Szybko znudziły mi się ogólnie znane „hity”, dlatego zaczęłam prezentować własne kompozycje i własne teksty. Po śmierci mojego nauczyciela muzyki zaangażowałam do współpracy niektórych z moich przyjaciół, którzy kiedykolwiek mieli styczność z muzyką. Oni traktowali to bardzo luźno. Wyjazdy na konkursy muzyczne i koncerty były dla nich formą rozrywki, a ja traktowałam to bardzo poważnie. Byłam bardzo uparta i dziś podziwiam tę determinację, jaką wtedy miałam…. Wydawało mi się, że los mi sprzyja, że mam szczęście, że wychodzi mi to, co robię, że budzi to podziw i akceptację. Muzyka była motorem mojego życia. Uważałam, że wiem, czego chcę i, że wiem, co jest dla mnie najlepsze. Dlaczego postanowiłaś opuścić Gryfice i wyruszyć w wielki świat? To, że opuszczę Gryfice zaraz po szkole było dla mnie naturalne i oczywiste już dużo wcześniej. I absolutnie się tego nie bałam. Wydaje mi się, że mogłabym mieszkać wszędzie. Nie przywiązuję się do miejsc, ani nie mam chęci poczucia przynależności. Praca w show biznesie to ciężki kawałek chleba. Podejrzewam, że za tym wizerunkiem kruchej i delikatnej brunetki skrywa się prawdziwie silna osobowość? Nie czuje się częścią show biznesu. Nie jestem związana z żadną wytwórnią. Nikt mi nic nie każe, ani nie opracowuje strategii mojego działania. Nie oglądam się na innych, z nikim się nie ścigam. Cały czas tworzę własną przestrzeń. Nie wiem, czy to wynik silnej osobowości czy raczej ogromnej pasji i wrażliwości na piękno. Dzięki tej ogromnej pasji, mimo młodego wieku, zobaczyłaś już duży kawałek świata i występowałaś na wielu scenach. Pracowałam w Anglii, we Francji, w Niemczech, Rosji i w Stanach Zjednoczonych. Uwielbiam obserwować, jak pracują ludzie poza granicami Polski i jak reaguje publiczność w innych krajach. Zbieram te doświadczenia i dochodzę do wniosku, że artyści na całym świecie mają swój jeden własny język. W Stanach bardzo podobało mi się, jak wielką przyjemność sprawia ludziom to, co robią - fascynacja, radość tworzenia i przeświadczenie, że robimy coś naprawdę wyjątkowego i pięknego! Niestety, nie miałam jeszcze okazji zagrać koncertu w Ameryce, ale mam to w swoich planach i nie mogę się już doczekać.
Obcokrajowcy Cię pokochali, a największa radiowa rozgłośnia w Moskwie wciąż gra Twoje piosenki. Wiem, że radio Echo Moskwy gra moje utwory. Być może inne radia też grają moje piosenki, ale nie jestem w stanie tego kontrolować. Polskie kanały muzyczne są również odbierane w Rosji, a także na południu Europy. Co jakiś czas dostaje sygnały od fanów z innych krajów. Podoba im się moje brzmienie i ekspresja. Są ciekawi, co będzie dalej. Dzięki satelitom i internetowi świat staje się bliższy.
Ciekawe jest to, że za granicą, śpiewasz po polsku, a na widowni wcale nie ma Polonii, tylko osoby mówiące w zupełnie innym języku. Na czym polega Twój fenomen? Co takiego robisz, że Francuzi czy Anglicy chętnie słuchają polskich piosenek? Ludzie sprawiają wrażenie, jakby rozumieli ten język. Na pewno czują emocje, jakie przekazuję i być może to im wystarcza. Piosenki z mojej drugiej płyty są bardzo taneczne, więc można je pojmować czysto intuicyjnie. Podczas pobytu w Stanach, przy okazji pracy nad piosenką „Oh Africa”, w wolnym czasie z innymi uczestnikami śpiewaliśmy sobie swoje autorskie piosenki. Uwagę innych zwróciło moje frazowanie, czuli w tym jakąś inną, nieznaną energię, próbowali to naśladować. Bardzo przyjemne było dla mnie to, że potrafiłam ich wciągnąć do swojego świata. Słuchając o Twoich licznych podróżach – odnoszę wrażenie, że z chęcią w przyszłości zamieszkałabyś gdzieś poza Polską? Nie wykluczam tego.
Zanim rozpoczęłaś pracę nad projektem „Oh Africa”, wcześniej – także w Hollywood -- nagrywałaś teledysk do swojej piosenki? Była to Twoja pierwsza wyprawa do Stanów? Już dwa lata temu w Hollywood powstał teledysk do mojego drugiego singla z drugiej płyty - piosenki „Znajdź i weź”. Trafiłam na wspaniałą ekipę i bardzo dobrego reżysera, którego zresztą sama wybrałam. Podobało mi się, jak przygotowywał się do pracy, jak dużo energii poświęcał temu, co robił. Podobało mi się, że ekipa „nakręcała się” nawzajem i przekazywała sobie dobrą energię. Tak, jak już wcześniej zauważyłaś, po raz drugi pracowałam w Hollywood przy okazji akcji charytatywnej na rzecz Afryki. Nagrałam utwór „Oh Africa” i teledysk do niego razem z Akonem, Keri Hilson oraz szesnastoma wokalistami z różnych części świata. To była bardzo fascynująca przygoda. Wrażenia z tego wyjazdu są tak ekstremalne (pozytywnie!), że aż trudne do opisania. A jakie wrażenie zrobiła na Tobie sama Ameryka? Poznałam tylko Los Angeles. Podejrzewam, że w każdej części Ameryki jest inaczej. Ja odbieram ten kraj przez osobiste kontakty i przez własne doświadczenia. Za każdym razem czułam się tam bardzo dobrze. Ludzie, z którymi obcowałam, byli mi bliscy mentalnie. Podoba mi się, że na co dzień można mieć styczność z kulturami z całego świata. Rosja i Stany Zjednoczone to dwa światowe mocarstwa. Miałaś okazję poznać oba, czy w obu czułaś się równie dobrze, jako Polka? W Los Angeles na ulicach często słyszałam mowę rosyjską. Myślę, że te kraje mają dużo ze sobą wspólnego ze względu na swoją wielkość i wielokulturowość. Ja dobrze się czuję zarówno w Stanach, jak i w Rosji. Odbieram te kraje głównie ze względu na relacji z ludźmi, których miałam okazję tam poznać.
Po ostatnich tragicznych wydarzeniach pod Smoleńskiem w mediach sporo mówi się o pojednaniu polsko-rosyjskim, oczywiście w znaczeniu politycznym. Ty już znacznie wcześniej doprowadziłaś do takiego umownego pojednania. Koncertowałaś w Rosji, moskwiczanie słuchają Twojej muzyki, a Twój producent jest Rosjaninem. Chyba nie będziesz zaprzeczać, że muzyka „łagodzi obyczaje”? Na co dzień pracuje z Igorem Czerniawskim - Rosjaninem urodzonym w Moskwie i mimo, że często słyszę mowę rosyjską, kiedy rozmawia on z rodziną lub przyjaciółmi, nigdy nie odbierałam go, jako obcokrajowca. Igor perfekcyjnie opanował polski język i obcy akcent w jego mowie jest praktycznie niezauważalny. Oczywiście naturalne jest to, że współpraca zbliżyła nas do siebie. Współpracujemy z ludźmi z całego świata i wydaje mi się, że sztuka nie powinna mieć różnic kulturowych ani narodowościowych.
Kilka miesięcy temu tabloidy rozpisywały się o Twoim rzekomym romansie z czarnoskórym Akonem, którego – jak już wspominałaś - poznałaś na planie klipu "Oh Africa". Nie będę Cie wypytywać o szczegóły tej znajomości, ale jestem ciekawa Twoje opinii o związkach osób różnych ras, odmiennych narodowości czy tej samej płci. Nie odbieram ludzi na poziomie przynależności narodowościowej, kulturowej, religijnej lub pod względem upodobań seksualnych. Bardziej na poziomie artystycznym i emocjonalnym. Jeśli bliskie jest mi to, co mówią, jak myślą i tworzą, wtedy wywołują moją sympatię i zupełnie nie jest istotne, jakiego koloru mają skórę i w jakiego Boga wierzą. Cenię sobie wolność i uważam, że każdy ma prawo żyć, jak chce i kochać kogo chce. Geje to moi najlepsi przyjaciele.
Redakcja naszego magazynu nominowała Cię do tytułu „kosmo-Polki”, ponieważ należysz do nielicznych polskich artystów, którzy cenieni są za granicą. Ty nie tylko występujesz poza Polską, ale dodatkowo promujesz ją, śpiewając w swoim rodzimym języku. To zdanie moje i moich redakcyjnych kolegów, a Ty sama postrzegasz siebie, jako kosmopolitkę, która nie porzuciła jednak swojej „polskości”? Jestem ciekawa nowych miejsc. Dobrze czuję się wśród ludzi, o których nic nie wiem. Jestem ciekawa wszystkiego, co obce i nie boję się tego. Nie wiem, czy sama postrzegam siebie, jako kosmopolitę, bo nie lubię też czuć się określoną. Bardzo dziękuję całej redakcji za to wyróżnienie i nominację. Bardzo mi miło z tego powodu.
A co w najbliższej przyszłości? Właśnie skończyliśmy pracę nad montażem teledysku do trzeciego singla pt.: „Lubię cię” z płyty Ramona Rey 2. Pracujemy już nad kolejną płytą i wydaje mi się, że będzie jeszcze cudowniejsza od poprzedniej. Co chwila w naszych głowach pojawiają się nowe pomysły i nowe marzenia. Sama jestem ciekawa, jakie będą następne… mamy już plany na kolejną płytę, która będzie się bardzo różniła od tych, które robimy teraz. W tym czasie planujemy również zrobić wernisaż obrazów, które powstały w czasie naszej współpracy.

ROZMAWIAŁA Anna Barauskas-Makowska
Zdjęcia (od góry): 1. Archiwum - Ramona Rey 2. Archiwum - Ramona Rey 3. Aleksandra Kaczkowska
Zdjęcia: okładka w numerze oraz zdjęcie nr3: fotografie/ Aleksandra Kaczkowska studio/ Studio Południe make up/ Hanna Daniłowicz włosy/ Damian Drzyzga
 |