Home Wasze historie Wyspa na końcu niczego


Tutaj możecie przeczytać o osobach takich jak wy.

Możecie również napisać do nas swoją historię.
Tekst i zdjęcia prześlijcie na adres redakcji.
Najciekawsze historie zostaną opublikowane w piśmie.

Wyspa na końcu niczego


Agnieszka Parr

Dlaczego Nowa Zelandia? Jak Polka odnajduje się na końcu świata? To najczęstsze pytania, z jakimi się spotykam. Bo, jakby na to nie patrzeć, jest to najdalej od Polski oddalony punkt na Ziemi. Znalazłam się w Nowej Zelandii za sprawą męża, którego poznałam w Polsce. Przez rok mieszkaliśmy w Krakowie, tam też wzięliśmy ślub i w pewnym momencie zdecydowałam się zobaczyć, gdzie dorastała moja druga połowa. Po przeprowadzce do Christchurch wybrałam szkołę artystyczną.


W Polsce studiowałam anglistykę na Akademii Pedagogicznej, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nie chcę do emerytury uczyć języka i skończyła się moja przygoda ze studiami… ku przerażeniu rodziny. Potem przez rok pracowałam w ciągu tygodnia w wydawnictwie, a w weekendy w świetnej knajpce na Kazimierzu. Właśnie w wydawnictwie zaczęło mi coś kiełkować w głowie i odtąd bacznie przyglądałam się pracy tamtejszego grafika, dużo z nim rozmawiałam i chyba załapałam bakcyla. Byłam kreatywna już w podstawówce i dlatego po przyjeździe tutaj zdecydowałam się na studia artystyczne. Zrobiłam dyplom z grafiki i zaczęłam pracę w studiu-wydawnictwie w Christchurch. W międzyczasie Andy i ja zdecydowaliśmy się na dziecko, więc studiowałam z maluchem, co nie było najłatwiejsze, bo malutkie dziecko, niestety, nie uprzedza, że będzie ząbkować o trzeciej nad ranem, albo się przeziębia akurat wtedy, gdy ja muszę oddać projekt w ciągu dwóch dni. Jednak jakoś udało nam się pogodzić moje studia, pracę męża i opiekę nad Alexem. W studio pracowałam na pół etatu, więc mogłam spędzać popołudnia z synkiem.
Po około dwóch latach pracy, jako grafik, zwróciła się do mnie przełożona mojego byłego wydziału z propozycją pracy. Zaczęłam uczyć grafiki i rysunku. Jeszcze w college'u rozpoczęłam też pracę na własną rękę i robię to do tej pory, mniej lub bardziej regularnie, ale był taki czas, gdy ciągnęłam i pracę w studio i uczelnię i prywatne zlecenia. Jednak było tego za dużo, wiec zrezygnowałam z pozycji grafika i oddałam się pracy pedagoga w szkołach wyższych w Christchurch. Obecnie prowadzę własną małą działalność graficzną i nadal uczę: oprogramowania, teorii, historii designu. Na razie zostajemy w Nowej Zelandii. Syn chodzi tutaj do szkoły, oboje z mężem mamy dobre posady. Początkowo mieliśmy w planach przeprowadzkę do Hiszpanii, ale stwierdziliśmy, że to nie miałoby sensu w tym momencie, zarówno pod względem zawodowym, jak i rodzinnym. Kupiliśmy tutaj dom, mamy przyjaciół, rodzinę męża.
Mieszkam tutaj już 10 lat. Tutaj, czyli daleko. Daleko od Europy. Daleko od rodziny. Daleko od wspólnego mianownika kulturalno-społeczno-historycznego. Doświadczam, jak żyje się gdzie indziej. Okazuje się, że społeczność Nowej Zelandii nie różni się bardzo od polskiej. Lubimy towarzystwo, piwo, grilla. Lubimy mięcho i generalnie dobrze zjeść. Sport jest religią narodową i uwielbiamy ubierać sie na czarno. Nowozelandczycy są towarzyscy, lubią i knajpy i grille i pikniki (często na plaży). Są pomocni i przyjaźni. To wspólne. Co nas różni? Nowa Zelandia to bardzo młody kraj, wiec siłą rzeczy nie posiada takich bogatych tradycji, architektury, sztuki czy teatru, jak Europa. Tego tu brakuje. Szczególnie dla osoby takiej, jak ja - dorastającej w Krakowie, wśród muzyków, pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy i filmowców. Spędzając młodość między legendarnymi krakowskimi knajpami, galeriami, teatrami i festiwalami filmowymi, trudno mi zaspokoić głód kultury na wyspie na Pacyfiku, gdzie wszystko jest „do góry nogami”. Inne jest podejście do życia. Po pierwsze, jest bardziej na luzie. Poza tym, podejmowanie ryzyka, zakładanie własnych biznesów, innowacja, eksperyment - są częścią tutejszego społeczeństwa. Ludzie nie boją się ważnych decyzji, dzięki czemu wielu odnosi sukcesy zarówno tutaj, jak i w skali międzynarodowej. Nowozelandczycy mają potrzebę przygody. Podróżują po świecie, często nawet zaraz po szkole. Mój mąż podróżował przez lata, wracał tutaj, pracował przez rok, czy dwa i znowu wybywał. Do Indii, do Afryki, do Europy. Nowozelandczycy uwielbiają „włóczęgę”, wielu spędza rok, dwa, trzy w Londynie lub innej europejskiej stolicy. Większość z nich wraca. Bo to jest, jednak, jak to mówią „Godzone”.

Ja nazywam to moje nowe miejsce - wyspą na końcu niczego. Mama się wkurza, że jestem tak daleko i że nie mogę tak po prostu wpaść na święta, czy długi weekend, jak dzieci jej znajomych, które w „Lądku Zdroju”. Mogłam osiąść na Wyspach, byłoby bliżej. Mimo, że Londyn to jedno z moich ulubionych miast, to jednak zaniosło mnie aż tutaj. Miłość nie wybiera, itd. Rodzinie się nie podoba, bo bywam w domu sporadycznie, bo koszt podróży nieziemski, biorąc pod uwagę, że zawsze zabieram ze sobą męża i syna. Mnie też nie cieszą drogie bilety lotnicze stąd do Europy, ale jednak tutaj żyje się znacznie lepiej. Tu zbudowałam sobie moją dorosłą historię. Kariera, rodzina, wszystko to, co stanowi atrybut dorosłości, wiąże się dla mnie z Nową Zelandią. Tutaj, tak naprawdę, z dziewczyny stałam się dojrzałą kobietą. Mimo, że moim wymarzonym miejscem przeznaczenia jest Barcelona i tam zmierzam, to jednak ta mała wyspa w środku niczego jest moim domem.

Efekt uboczny życia w dużej odległości od kraju urodzenia to fakt, że często idealizuję Polskę i Kraków. Chyba to typowe, z jednej strony rozmawiam na bieżąco i z rodziną i z przyjaciółmi. Jest email, telefon, Skype i Facebook. Internet dostarcza mi wiadomości na bieżąco. Ale sam fakt, że jest gdzieś daleko mój magiczny Kraków i nie mogę do niego tak po prostu wpaść na chwilę, powoduje, że idealizuję to miejsce. Ale szybko mi przechodzi, szczególnie, gdy mama opowiada mi o absurdach polskiej biurokracji lub gdy przyjaciółka dzieli się ze mną problemami dotyczącymi znalezienia pracy. Przestaję tęsknić za Polską również wtedy, gdy czytam negatywne komentarze na forach w rodzimej prasie. Bardzo szybko przestaję idealizować starą ojczyznę, gdy w międzynarodowych mediach czytam, że Polak oszukał, okradł, nabrał. Tego nie lubię. Na szczęście w Nowej Zelandii nie mamy takiej opinii, jaką wyrobiliśmy sobie, jako naród w niektórych częściach Europy.

Teraz uczę młodzież trzy dni w tygodniu, w pozostałe dni pracuję w domu nad projektami dla klientów i sama także kontynuuję swoje studia- zdecydowałam się na dalszą edukację i na szczęście Nowa Zelandia oferuje tego typu zajęcia dla osób, które pracują w różnym wymiarze godzin. Kontaktuję się z moją nową uczelnią przez email, czat albo telefon, co jest wygodne i pozwala mi studiować we własnym rytmie i tempie. Oczywiście, ten sposób nauki wymaga większej dyscypliny, motywacji i organizacji, niż podczas studiów stacjonarnych, ale sprawia mi to przyjemność i powoli zdobywam dodatkowe kwalifikacje, co jest cenione przez moich pracodawców teraz i stwarza większe możliwości na przyszłość. Uczę, projektuję, ilustruję. Żyję dwadzieścia minut od plaży i dziesięć minut od centrum miasta. Samolot stał się dla mnie środkiem komunikacji, bo czy za granicę, czy nawet pomiędzy wyspami, najwygodniej podróżować „żelaznymi ptakami”. Bardzo lubię Marmite i tutejsze piwa. Wciąż dziwnie się czuję, kiedy Boże Narodzenie obchodzimy w ogrodzie w środku lata, ale śnieg w moje sierpniowe urodziny już mi prawie nie przeszkadza...



 


Aneta Prasał-Wiśniewska

Komentarze (0)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza

Napisz Komentarz

mniejszy | wiekszy

busy
 

Your are currently browsing this site with Internet Explorer 6 (IE6).

Your current web browser must be updated to version 7 of Internet Explorer (IE7) to take advantage of all of template's capabilities.

Why should I upgrade to Internet Explorer 7? Microsoft has redesigned Internet Explorer from the ground up, with better security, new capabilities, and a whole new interface. Many changes resulted from the feedback of millions of users who tested prerelease versions of the new browser. The most compelling reason to upgrade is the improved security. The Internet of today is not the Internet of five years ago. There are dangers that simply didn't exist back in 2001, when Internet Explorer 6 was released to the world. Internet Explorer 7 makes surfing the web fundamentally safer by offering greater protection against viruses, spyware, and other online risks.

Get free downloads for Internet Explorer 7, including recommended updates as they become available. To download Internet Explorer 7 in the language of your choice, please visit the Internet Explorer 7 worldwide page.