Home
Mówcie mi: „kosmo-Polka”! PDF Drukuj Email
Spis treści
Mówcie mi: „kosmo-Polka”!
strona 2
Wszystkie strony



Z Agatą poznałyśmy się podczas jej pobytu w Chicago. Przyleciała, aby poprowadzić Wybory Miss Polski w USA, których współorganizatorem był magazyn POLKI W ŚWIECIE. Jej pojawienie się na scenie wywołało większy aplauz publiczności, niż widok dziewczyn w kostiumach kąpielowych, rywalizujących o tytuł najpiękniejszej.
W świetle jupiterów jest uśmiechnięta i wyluzowana, ale przed koncertem lepiej nie wchodzić do jej garderoby.

Do ostatniej chwili skrupulatnie przygotowuje się do występu i czuwa nad właściwą organizacją osób odpowiedzialnych za powodzenie imprezę. Jest perfekcjonistką, z jej udziałem wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. Na pięć minut przed rozsunięciem się kurtyny, nie ma już litości dla nikogo, ale właśnie dzięki temu imprezy z jej udziałem są zawsze profesjonalne, a co najważniejsze – udane! Choć znajomość moja z Agatą Młynarską nie trwa długo, to mogę powiedzieć, że znam ją zarówno z sytuacji scenicznych, „pozascenicznych”, jak i tych zupełnie prywatnych, gdy wspólnie buszowałyśmy po centrach handlowych w poszukiwaniu rzeczy, które w Polsce nadal są trudniej osiągalne. Zakupy, jak każdej kobiecie, i jej sprawiają nieskrywaną radość. Prawdziwą miłością Agaty są jednak dzieci, które również odwzajemniają Jej to uczucie. Najlepszy przykład miałam w mojej dwuletniej córce, która „cioci g-Agi” najchętniej nie odstępowałaby na krok.
Podczas sesji zdjęciowej w Chicago Agata udowodniła po raz kolejny, że kobieta zmienną jest. Nie straszne było jej wcielić się w postać barokowej damy, by po chwili przeistoczyć się we współczesnego wampa. Fotograficy, styliści czy w końcu wizażyści uwielbiają z nią pracować, bo mimo, że bywa kapryśna, to jednak daje wolną rękę współpracującym z nią artystom.
O Agacie Młynarskiej mogłabym napisać jeszcze wiele, ale po co, skoro sama zdecydowała się nam o sobie opowiedzieć…

Z Agatą Młynarską rozmawia Anna Barauskas-Makowska.

Wiele osób na pewno jest zaskoczonych faktem, że Agata Młynarska, jedna z najpopularniejszych twarzy telewizyjnych w Polsce, stała się bohaterką magazynu o Polkach mieszkających w różnych częściach świata. Jak myślisz, czemu jesteś główną postacią tego wydania?

Traktuję świat, jako swój dom i w każdym miejscu na świecie potrafię się odnaleźć. Bardzo dużo podróżuję. Miałam rodzinę, która na stałe mieszkała we Francji i bardzo wcześnie, już jako dziecko, miałam okazję ją odwiedzać. Natomiast rodzona siostra mojego ojca od lat mieszka w Szwajcarii. Zawsze miałam poczucie, że są to takie moje, wysunięte na zachód Europy, dalsze części domu. Nigdy nie czułam jakiejś bariery związanej z zagranicą. Myślę, że to wystarczający pretekst, by móc nazywać mnie „Polką w świecie”. Jest też drugie dno, a mianowicie, od kiedy telewizja POLSAT, dla której pracuję, jest stacją ponad granicami i można ją odbierać wszędzie, bardzo często dostawałam i dostaję do dzisiaj fantastyczne dowody sympatii i uznania od Polaków, mieszkających za granicą. Kiedyś byłam na lotnisku we Frankfurcie, gdzie zatrzymali mnie ludzie i mówią: „Pani Agato, my oglądaliśmy i razem z Panią spędzaliśmy Nowy Rok. Pani jest dla nas bardzo ważna”. Byłam tym ogromnie wzruszona i pomyślałam, że faktycznie jestem taką „Polką w świecie”. Mam jeszcze inne wspomnienia. Niegdyś, przez dłuższy czas, prowadziłam program poranny, który był również emitowany przez telewizję Polonia. Dzwonili do nas ludzie z różnych stron świata, nie tylko z Polski. Między innymi pamiętam, że włączyła się w dyskusję Pani z Norwegii: „Dzwonię do Was z dalekiej Norwegii, jesteście u mnie w domu, oglądam was”. Jest to kolejny dowód świadczący o tym, że mogę uznać się za „Polkę ponad granicami”.

Twoja popularność, wykraczająca poza granice Polski, w dodatku liczne wyjazdy i to nie tylko służbowe, ale również te rodzinne, ponadto znajomość języków obcych - stanowią o tym, że pretendujesz do miana kosmo-Polki.
Wspomniałaś, że wiele czasu spędziłaś we Francji, dokąd dotarła także Twoja siostra. Ty sama nigdy nie myślałaś o tym, aby wyjechać na dłużej za granicę?


Nie, nie myślałam, a to dlatego, że obserwowałam właśnie doświadczenia mojej siostry, która spędziła wiele lat mieszkając we Francji i wyszła tam za mąż. Był moment, że nawet bardzo jej tego zazdrościłam, ponieważ mogła dotknąć wielkiego świata i spojrzeć inaczej na życie, a ja cały czas byłam za tą żelazną kurtyną. Natomiast, tak naprawdę decyzja o tym, że nie będę mieszkała za granicą zapadła, kiedy w czasach studiów, czyli w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, wielu moich kolegów wyjechało za granicę i jako bardzo inteligentni, doskonale zapowiadający się zawodowo ludzie, tracili kontakt ze środowiskiem studenckim i dawali się porwać zarabianiu dolarów. Najczęściej zbierali truskawki, bardzo ciężko pracowali, a potem pogoń za pieniądzem przysłoniła im dalszy rozwój. Gdy ci ludzie po latach wrócili do Polski, ja byłam już w zupełnie innym punkcie życia. Wtedy, przyznam, trochę im zazdroszcząc dużych pieniędzy, własnych samochodów i dobrych ciuchów, sama ciułając kasę z korepetycji, stwierdziłam jednak, że mam zupełnie inną sytuację, niż bym ją miała we Francji, Anglii czy gdziekolwiek na świecie. Wtedy już wiedziałam, że jeżeli mam być tą „Polką w świecie”, to chcę nią być z poczuciem naprawdę dużych osiągnięć w Polsce. Taką podjęłam decyzję. Pamiętam, kiedyś relacjonowałam wielką galę Prix de Dianne Hermes, czyli uroczystość z wręczenia nagrody Hermesa w wyścigach konnych, we Francji. Jednego roku ten zjazd prominentów z całego świata odbywał się pod hasłem „Dnia Polskiego”. W tym dostojnym miejscu miałam poczucie dumy z tego, że jestem Polką i że reprezentuję Polskę. Kiedy chodziłam wśród tych ludzi, wszyscy pytali - kim jestem. Wówczas odczułam, że za mną stoi coś naprawdę poważnego… duma narodowa, duma rodowa, przynależność do danej kultury, tradycji. Jednocześnie wiedziałam, że jestem przez nich tak dobrze traktowana, ponieważ nie zabiegam o ich względy, jestem całkowicie niezależna od nich. To dawało mi poczucie siły i wartości.

Chociaż nie wyemigrowałaś z Polski, to i tak należysz do nielicznego grona Polaków, którzy żyjąc nad Wisłą, działają na rzecz Polonii. Ty w szczególny sposób związana jesteś z rodakami, którzy pochodzą z kresów wschodnich.

Piętnaście lat temu powstał pomysł stworzenia Festiwalu Kultury Kresowej w Drugim programie Telewizji Polskiej. Miałam przyjemność uczestniczyć w jego narodzinach. Rozpoczęłam współpracę ze środowiskami na kresach wschodnich. Pomyślałam sobie, że to jest coś niezwykle wzruszającego: przede wszystkim stosunek kresowian do polskości i to, jaką bogatą „wschodnią” tradycję ma Polska. Poza tym, kresowianie nie chcą żeby nazywać ich Polonią, tylko po prostu Polakami. Według nich - Polonia to są Ci Polacy, którzy wyjechali z Polski, a w ich przypadku to, jak mówią, „Polska odjechała od nich”. Zawsze wiedziałam, że Polacy w kraju mają pewien dług, który trzeba spłacić wobec naszych przodków, którzy zostali na Wschodzie. Powiem szczerze, że od momentu, gdy oni przyjechali na ten festiwal, uklękli i pocałowali ziemię, zrodziła się cała nasza relacja, w późniejszym czasie dostałam od nich różne dyplomy, nagrody, zostałam zaproszona na Litwę, następnie do Lwowa, do Drohobycza, pomagałam zbierać książki do szkół polskich, zrealizowałam reportaż pt. „Moja podróż na kresy”. Miałam takie poczucie, że robię coś bardzo wartościowego i coś, co mnie ubogaca od środka. Poznałam fantastycznych ludzi, Polaków, którzy walczyli w wojnie i przed wojną, którzy mówią piękną polszczyzną, którzy czytają polską literaturę i wychowują swoje dzieci w szacunku do Polski. Szczególnie byłam zaskoczona tym, jak pięknie mówią po Polsku.

Rozkochałaś, więc w sobie Polaków z kresów wschodnich, a stosunkowo niedawno podbiłaś też serca Polonii amerykańskiej. Po raz pierwszy pojechałaś do Stanów w kwietniu zeszłego roku i nie minęło kilka miesięcy, gdy w Chicago pojawiłaś się ponownie. Czy to oznacza miłość od pierwszego wejrzenia, czy może raczej od pierwszego pobytu?

Muszę powiedzieć, że z dwóch powodów żyłam przez wiele lat w ogromnym kulcie do Polaków, mieszkających w Ameryce. Po pierwsze, dlatego, że całe moje dzieciństwo, to były wyjazdy moich rodziców, a przede wszystkim ojca, do Chicago i w ogóle do Ameryki. Pamiętam, że kiedy tata przyjeżdżał ze Stanów, to przywoził trochę dolarów oraz mnóstwo pięknych rzeczy i opowiadał o tym, jacy ludzie tam są, kto tam pojechał, jaka jest historia Polonii amerykańskiej, ile oni robią tam ważnych rzeczy, że tam słowo może być wolne. Nawiązał w USA mnóstwo kontaktów, wiem, że jest dla Polonii bardzo ważną osobą. Tata mówił, że jak się występuje dla niej, to jest takie poczucie sensu tej pracy, bo tam słowo zawsze znaczy więcej. A drugi powód związany jest z tym, że wychowywała mnie osoba, góralka, która mówiła, że jej największym marzeniem jest właśnie polecieć do Stanów, do Chicago. Dla niej to była ziemia obiecana, do której w końcu dotarła. Kiedy dowiedziałam się, że mogę polecieć do Ameryki, by prowadzić koncert, to byłam bardzo podniecona faktem, że stanę naprzeciwko ludzi, którzy znają bardzo dobrze mojego ojca. Ja dla nich będę przede wszystkim córką Wojciecha Młynarskiego, tego Wojciecha Młynarskiego! I powiem szczerze, że byłam bardzo przejęta reakcją, która mnie spotkała na samym koncercie, ponieważ to było coś bardzo przejmującego. Wbrew moim obawom miałam bardzo długą owację. To było coś tak pięknego, że tamtą chwilę zapamiętam na zawsze. Również dlatego, że poznałam wielu fantastycznych ludzi takich, jak Ty, czy Państwo Krystyna i Andrzej Ciesielscy, którzy zaproponowali mi zrobienie reklamy ich kliniki dentystycznej w Chicago. Dotąd nigdy niczego nie reklamowałam, ale pomyślałam, że to zaszczyt móc zareklamować coś, co jest wynikiem wielkiej pracy Polaków w Ameryce.

Trzeba przyznać, że wychowana w tradycji polskiej, doskonale odnalazłaś się w popkulturze, czyli tutaj w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie w Chicago. Odpowiada Ci taki amerykański styl życia?

Zdecydowanie bliższa mi Stara Europa, może dlatego, że nie miałam okazji zwiedzić więcej miejsc w USA. Ale przyznam, że rozmach Stanów był czymś, co mnie najbardziej zaskoczyło. Jest coś kuszącego i podniecającego w tej gigantycznej formie, którą Stany sobą prezentują. Nie tylko mówię o tych wielkich ulicach, wielkich samochodach, wielkich porcjach jedzenia, czy wielkich ludziach, bo to jest tylko symbol naprawdę wielkich możliwości. A to jest kraj, który takie możliwości daje. Moja siostra mówi, że Stany są najpiękniejszym krajem na świecie i chciałaby tam mieszkać w przyszłości. Mnie, natomiast, przytłoczył trochę wymiar tych miast, ogromnych odległości i fakt, że ludzie tworzą takie swoje enklawy. Aczkolwiek powiem szczerze, że fantastycznie czułam się w downtown Wietrznego Miasta, kiedy szłam sobie Michigan Avenue i myślałam o tym, jak wielka i nieposkromiona jest ludzka twórczość. Ponadto, w Stanach podobało mi się to, że ludzie są dla siebie bardzo życzliwi, przynajmniej w tym pierwszym kontakcie. Myślę, że to wynika z innego temperamentu, odmiennej mentalności i kultury. Ja się dobrze tam odnajdywałam, ponieważ jestem osobą ekstrawertyczną, entuzjastycznie nastawioną do świata, nie jestem zamknięta w sobie.

Nawiązałaś do mentalności Amerykanów, powiedz, nie masz takiego wrażenia, że w Polsce nieco przejaskrawia się obraz Stanów Zjednoczonych, a Polacy i to niestety Ci, którzy nigdy w Ameryce nie byli, niesprawiedliwie oceniają Amerykanów?

Myślę, że tak. To jest w ogóle cecha Polaków, że bywają niesprawiedliwi wobec innych. To też się bierze z „kompleksu polskiego” opisanego przez Tadeusza Konwickiego. W dużej mierze przyczyna tkwi w braku wiedzy o innych i nieznajomości języka, a także w tym, że byliśmy bardzo długo za zamkniętą granicą. Dla pokolenia moich dzieci to już nie jest żaden problem. One są otwarte, mają przyjaciół na całym świecie, z którymi kontaktują się poprzez internet, facebook, czy podróże. Spotykają się w różnych miejscach, jeżdżą do siebie, wśród znajomych moich synów są i Amerykanie i Hiszpanie, problem odmienności kulturowej już dla nich nie istnieje.

Myślisz, więc, że to współczesne pokolenie postrzega siebie bardziej, jako Europejczyków niż Polaków?

Myślę, że tak. Ci, którzy rozumieją, że podstawą funkcjonowania we współczesnym świecie jest znajomość języka obcego, angielskiego zwłaszcza, nie mają z tym żadnego problemu. Ci, którzy nie umieją się porozumiewać w języku obcym, boją się świata i nie chcą się z nim konfrontować. Ci, którzy potrafią się porozumieć, tego problemu nie mają. Poza tym, jeśli ktoś chce być obywatelem świata to i tak nim będzie, a ten, kto siedzi za miedzą u siebie w domu, nigdy nie nabierze szerokich horyzontów.

I często będzie krytykował tych, którzy tych horyzontów chcą nabrać. Czyli to pokolenie wychowane po roku ’89, z którym często masz do czynienia w prowadzonych przez siebie programach, bo wiele z nich jest poświęconych dzieciom i młodzieży, znacznie różni się od swoich rodziców. A powiedz, jakie są różnice, jeśli chodzi o Polonię, bo często wkłada się Polaków mieszkających za granicą do „jednego worka”. Czy słusznie? Miałaś przecież okazję poznać Polaków rozsianych po całym świecie.

Z jednej strony mamy do czynienia z takimi ludźmi, jak Państwo Ciesielscy czy Ty Aniu, którzy nostryfikowali swoje dyplomy za granicą, kształcili się tam, zrobili kariery, bo wiedzieli, że chcą być równorzędnymi partnerami na tamtym rynku. Tacy ludzie nie wstydzą się tego, że są Polakami, tylko czerpią z tego jakąś radość i dumę. Oprócz tego są obywatelami danego kraju, są obywatelami świata. Ale są też tacy ludzie, jak Helenka, która mnie wychowywała, którzy żyją wśród Polaków, którym wystarczy życie w pewnej enklawie, którzy nie znają języka, funkcjonują w zasadzie tylko na czterech wybranych przez siebie ulicach i też jest im z tym dobrze. To jest tylko i wyłącznie kwestia indywidualnych potrzeb. Ja myślę, że tak naprawdę pokolenie młodych ludzi, którzy teraz wchodzą w świat, dowodzi tego, że Polacy są właściwie wszędzie i mogą być dobrze odbierani.



 

Your are currently browsing this site with Internet Explorer 6 (IE6).

Your current web browser must be updated to version 7 of Internet Explorer (IE7) to take advantage of all of template's capabilities.

Why should I upgrade to Internet Explorer 7? Microsoft has redesigned Internet Explorer from the ground up, with better security, new capabilities, and a whole new interface. Many changes resulted from the feedback of millions of users who tested prerelease versions of the new browser. The most compelling reason to upgrade is the improved security. The Internet of today is not the Internet of five years ago. There are dangers that simply didn't exist back in 2001, when Internet Explorer 6 was released to the world. Internet Explorer 7 makes surfing the web fundamentally safer by offering greater protection against viruses, spyware, and other online risks.

Get free downloads for Internet Explorer 7, including recommended updates as they become available. To download Internet Explorer 7 in the language of your choice, please visit the Internet Explorer 7 worldwide page.